relacja

Gorce Ultra Trail (cz. 3/3)

Mój trzeci dzień w Gorcach. W piątek adaptacja, w sobotę bieg na dystansie 100km, a w niedzielę wolontariat podczas, gdy biegają inni 🙂

Sobotni wieczór zakończyłem dość szybko, czternaście godzin biegu nieco sponiewierało i na materacu zaległem wcześnie (zresztą ja ogólnie nocny marek nie jestem raczej). W niedzielę rano więc wstałem wypoczęty. O 9-tej startują z Ochotnicy zawodnicy GUT20, a o 10-tej biegacze GUT12 i wszyscy spotkają się pod Gorcem, gdzie będziemy stać z punktem żywieniowym. Zatem śniadanko, pakowanie wody i coli do aut i jedziemy do Wierch Młynne. Tam czekają na nas dwie terenówki, do których przepakowujemy napoje i ruszamy kamienistą drogą, którą za godzinę pobiegną uczestnicy GUT12.
Pierwszy raz jadę autem po takich wertepach. Rzuca nas na wszystkie strony, silnik wyje, ale auto pnie się pod górę.

W końcu docieramy na miejsce. Piękna łączka pod Gorcem. Przygotowujemy stojące tam stoły, ustawiamy pojemniki z wodą, izo oraz colą. Dwójka idzie na wieżę na Gorcu – biegacze będą wbiegać na jej szczyt i potrzeba spisywać numery. Mamy trochę czasu, więc zajmujemy się rosnącymi wokół borówkami 🙂
Wczoraj tędy przebiegałem, ale pędząc do mety nie miałem za dużo czasu na rozglądanie się. Teraz więc nadrabiam i w pięknym słoneczku podziwiam okolicę.

W końcu pojawia się pierwszy biegacz. Potem następny i kolejni. Nabiegają z różnych stron (jak na jakiejś strzelnicy hehe) Wygląda, że niektórzy mylą trasę. Dopytujemy czy byli na wieży – okazuje się, jedna para jakimś cudem ominęła wieżę, więc kierujmy ich z powrotem do góry, bo bez zaliczenia teg punktu będzie DSQ. Kolega biegnie sprawdzić oznaczenia i ew. dowiesić taśmy. Wraca mówiąc, że jest dobrze oznaczone, ale pędzący ‘krótkodystansowcy’ jakimś cudem wybierają własne ścieżki. W większości nie korzystają też z naszej gościnności, lecz od razu gnają w dół.


Po chwili jednak się uspokaja. Czołówka przebiegła i teraz dobiegają spokojniejsi biegacze. Mają czas na uzupełnienie bidonów, napicie się, często także na zdjęcia. Szczególnie, gdy to znajomi biegacze 😉

Miło gdy w pracy odwiedzają cię znajomi biegacze 😉

W końcu biegacze się kończą i czekamy już tylko na “czerwoną latarnię”, tj. wolontariusza zamykającego bieg, który biegnie za ostatnim zawodnikiem. Gdy dobrze, będzie można zwijać punkt. Ja stwierdzam, że w takim razie przebiegnę się na szczyt Gorc, by wejść na wieżę. Z biegania niewiele wychodzi, bo nogi jeszcze bolą ;/ Po schodkach jednak wbiegam i mogę w końcu na spokojnie porozglądać się z widokowego tarasu. Oczywiście musi być też pamiątkowe zdjęcie. Wczoraj było biegowe z wieży na Lubaniu, dzisiaj wolontariackie z Gorca 😉

Schodzę z wieży i zbiegam wąską ścieżką w kierunku bazy namiotowej. W pewnym momencie noga ugina się niespodziewanie i ląduję w krzakach. Taak, przemęczone mięśnie lubią takie niespodzianki. Ruszam więc spokojnym truchtem do punktu. Po chwili docierają sprzątający trasę i możemy pakować się do auta, by zjechać do Ochotnicy.
Niestety nie możemy zostać na wieczorną imprezę dla wolontariuszy i zaraz ruszamy do Rzeszowa.
Trzy dni w Gorcach dobiegły końca. Było pobiegane, pomagane. Nowi znajomi, niespodziewanie spotkani starzy znajomi. Podobała mi się zarówno trasa i widoki podczas biegu, jak i atmosfera wśród wolontariuszy. Bardzo zgrana i pozytywna ekipa (mimo, że większość nie je mięsa ;]
Myślę, że mam ochotę wrócić do Ochotnicy 😉

Jeden komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *